PRZEGLĄDANA PRZEZ CIEBIE STRONA STANOWI ARCHIWUM SERWISU Z LAT 2010-2015

ZAPRASZAMY NA NOWĄ WERSJĘ LIMITERA

(WWW.LIMITER.COM.PL)

alt

Wydawnictwo „In Rock” oddaje w nasze ręce biografię Keitha Richardsa. To dobry moment, bo w tym roku ukazała się także najnowsza płyta tego legendarnego muzyka. Książka, której autorem jest Victor Bockris, po raz pierwszy ukazała się w 1992 roku. Wersja obecna jest opasłym, już drugi raz uaktualnionym, tomiskiem. Ostatni rozdział przypada na lata 2008-2012. Całość, łącznie z dodatkami, horoskopem, wykazem źródeł i uwagami, zajmuje 504 strony. Tytuł oryginału brzmi: „Keith Richards. The unauthorized biography”. Owszem, można sobie zadać pytanie, czy taka pozycja jest w ogóle potrzebna, biorąc pod uwagę fakt, że na rynku pojawiła się jakiś czas temu autobiografia Keitha, nie brakuje także pozycji książkowych poświęconych The Rolling Stones… Moim zdaniem warto jednak sięgnąć po dzieło Bockrisa.

Historia Richardsa to także historia zespołu The Rolling Stones. Nie da się oddzielić od siebie tych dwóch bytów. Gdyby Stonesi byli jakimś krótki epizodem w karierze Keitha, wtedy można by potraktować ich wzmiankowo. Ale mówimy przecież o zespole, któremu bohater opowieści poświęcił ponad pięćdziesiąt lat swojego życia. I zanosi się na to, że poświęci kolejne. Keith urodził się 18 grudnia w 1943 roku w Dartford w hrabstwie Kent. Przyszła legenda rock and rolla pojawiła się na świecie opętanym drugą wojną. Bockris opisuje sytuację rodzinną Richardsa. Pierwsze lata życia. Mały Keith był typem samotnika. Wybierał towarzystwo ciotek i matki. Unikał rówieśników. Spędzał czas w odosobnieniu. Czytał, rysował, malował. Gdy miał 12 lat był świadkiem fali rock and rolla, która zalała Anglię. Rok później zaczął śpiewać w szkolnym chórze. Za szkołą nie przepadał. Twierdził wręcz, że jest ona dla niego czymś nieodpowiednim. Ważną osobą okazał się być Gus Dupree, dziadek Keitha. Gus uznawany był za ucieleśnienie brytyjskiego ekscentryka z klasy robotniczej. To on zapoznał Richardsa z humorem brytyjskich artystów kabaretowych, zabierał młodego chłopaka na pokazy filmowe, a co najważniejsze, miał w domu fortepian i gitarę. Keith, mając 14 lat, podczas kolejnej wizyty u dziadka poznał podstawy gry na gitarze. Został także wprowadzony w środowisko muzyków. Ważnym momentem w życiu Richardsa była także zmiana szkoły, co było wynikiem wydalenia go z poprzedniej placówki. Nowym miejscem okazała się szkoła Sidcup. Nazywana bastionem sztuk plastycznych. Warto przypomnieć, że w tamtym czasie w brytyjskich szkołach plastycznych uczyli się Jimmy Page, Ron Wodd, David Bowie, John Lennon… Inspiracjami muzycznymi Richardsa byli John Lee Hooker, Muddy Waters, Elmore James, Chuck Berry… Jak sam twierdzi: „Kopiowałem Chucka Berry’ego z całkowitym niewolniczym oddaniem”. W tym miejscu ta opowieść dopiero się rozpoczyna… Na kolejnych stronach poznacie historię największego rockandrollowego zespołu wszech czasów. Od pierwszych prób i koncertów w piwnicznych klubach, poprzez nagrywanie singli, płyt, aż do największych sukcesów i występów na największych arenach świata. Przeczytacie o trudnej przyjaźni między Richardsem i Jaggerem, poznacie kobiety, które wpłynęły na życie Keitha – m.in. Lindę Keith, Anitę Pallenberg, Marianne Faithfull i obecną żonę Patti Hansen. Poznacie człowieka, którego wielką miłością jest muzyka. Dowiecie się o jego fascynacjach i nałogach. Prawdziwy nałóg? Opium i heroina. Kokaina? To tylko brzydki nawyk. O Richardsie mówi się, że oszukał śmierć, że żył na krawędzi. Ten człowiek naprawdę żył na pełnych obrotach. Dopisywała mu żelazna kondycja. Kilkudobowe maratony bezsenności nie stanowiły dla niego żadnego problemu. Rzeczywiście są momenty, gdy czytając tę książkę, odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z jedną wielką imprezą. Z rockandrollowym szaleństwem. Z piciem, ćpaniem, nalotami policji, wypadkami, oskarżeniami i procesami sądowymi. Na kartach tej książki jest także obecna śmierć, która nie oszczędziła muzyków i bliskich współpracowników zespołu. Odnajdujemy tu też mechanizmy działania rynku muzycznego, menedżerów, szefów wytwórni płytowych. Ukazany został tu moment, w którym Richards i Jagger zdają sobie sprawę z tego, że wspólnie mogą pisać piosenki. Przynajmniej częściowo można uznać to za zasługę ich ówczesnego menedżera, Andrew Loog Oldhama, który ponoć zamknął ich w kuchni na cały dzień i noc, mówiąc: „Nie wypuszczę was, dopóki nie napiszecie piosenki…”. Całość okraszona jest wywiadami, wypowiedziami nie tylko muzyków zespołu, ale też najbliższych Keitha oraz ludzi, którzy współpracowali z nim i Stonesami i współpracują nadal. W książce znajdziecie też kilkadziesiąt czarno-białych zdjęć. Już z ich podpisów można się w jakimś stopniu dowiedzieć, jak postrzegany/jakim człowiekiem jest Keith.

„Był prawdziwym Teddy boyem, po prostu chuliganem”.

„Keith potrafił kimać w każdych warunkach”.

„Tak naprawdę Keith nigdy się nie zmienia. Przez cały czas jest tym samym facetem”

„Keith od samego początku miał smykałkę do melodii. Wszystko, łącznie z riffami, pochodziło od niego”.

„Każdy jego akord stanowczo wydawał się efektem kompletnego naćpania”.

„Najbardziej elegancko wyniszczony człowiek na świecie”.

„Prowadzę życie pozbawione korzeni. Jedyne więc, czego mogę się trzymać, to moja rodzina”.

„W sumie jestem bardzo spokojnym, sympatycznym kolesiem – większość ludzi ci to powie. A pracuję głównie dlatego, żeby udobruchać tego drugiego stwora”.

Keith Richards. Niezniszczalny” – to opowieść o człowieku, który jest uosobieniem rock and rolla. To historia muzyka, który oprócz tego całego szaleństwa, ma także opinię bardzo błyskotliwego i oczytanego człowieka. Johnny Depp nazwał go „chodzącą encyklopedią historycznych wydarzeń”. Victor Bockris opisał losy faceta, który chce zajmować się muzyką aż do dnia swojej śmierci. Jedna z najlepszych, moim zdaniem, wypowiedzi, która znalazła się w tej książce, to słowa Richardsa: „(…) Dociera do ciebie, że, no wiesz, w ostatecznym rozrachunku najtrafniejsze epitafium na nagrobku muzyka to: „Hej, on przekazał pałeczkę”. I wiesz, kiedy rozmawiasz z młodymi ludźmi, dociera do ciebie, że jesteś tylko częścią długiej procesji trubadurów i minstreli, balladzistów i gawędziarzy, która sięga wstecz w nieskończoność…”.


Współpracujemy/Patronujemy



Limiter © 2010. Kopiowanie treści bez zgody autorów zabronione.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

I accept cookies from this site.

EU Cookie Directive Module Information