okladka

Metal Mind Production / Atmospheric Rock

NeraNature to projekt Nery, wokalistki zespołu Darzamat. Pomysł na jego stworzenie narodził się dwa lata temu i opiera się na tekstowym koncepcie przedstawienia związku człowieka z przyrodą a także samych relacji międzyludzkich. W zespole udzielają się także Marek „Markus” Tkocz (znany z Delight) na basie, Wojciech Sajfert na bębnach oraz Marek Goerlitz na gitarze.

Otwierający płytę Foresting Wounds utwór Shattered brzmi niczym  łagodniejsza wersja  gotyckiego metalu. Nie ma sensu przywoływać tu konkretnych nazw zespołów, bo skojarzenia są zbyt oczywiste. Piosenka łączy w sobie łagodną zwrotkę i bardziej dynamiczny refren, wokal pozbawiony jest pseudooperowej maniery, co niewątpliwie należy policzyć na plus. Głos Nery świetnie operuje klimatem. Niestety, jej akcent – choć nie razi szczególnie podczas odbioru – pozostawia trochę do życzenia, choć być może rodzaj wykonywanej przez nią muzyki uwypukla niedoskonałości. Prescious Now rozpoczyna intrygujący motyw gitarowy oraz melodeklamacja. Również ten utwór jest spokojny, ale dla odmiany ożywia go gitarowa solówka. Najbardziej uwagę słuchacza przykuwa trzeci track na płycie, jednak ocenę psuje fakt, iż jest to przeróbka hitu z soundtracku do filmu z Jamesem Bondem. The World is Not Enough robi wrażenie bogactwem brzmienia i sprawia, że inżynier Mamoń z pewnością zakupiłby ten krążek specjalnie dla wspomnianego utworu, bowiem wersja NeraNature jest lepsza od oryginału. Rozczarowuje za to Woman’s Soul – nijaki i zbyt popowy. Motywy wokalne w Oblivion trącą schizofrenicznością – raz przypominają jakiś radiowy przebój (w większości fragmentów), a kiedy indziej – śpiew a’la Sandra Nasic (rzadziej, niestety, choć pokazują, iż Nera dałaby sobie radę i w takich klimatach).  Broken rozpoczyna riff jakby żywcem wyjęty z debiutanckiej płyty Kittie, potem jest lżej, chwilami wręcz popowo. Podobny zarzut można postawić także innym utworom – choć Nera śpiewa przestrzennie, a wachlarz inspiracji jest szeroki, to momentami kojarzy się z czymś bardzo dalekim od muzyki rockowej i to niestety w pejoratywnym znaczeniu. Wiem, że miało być przyjemnie i ładnie, ale zamiast wykorzystać potencjał, wokalistka stworzyła coś, o czym nie do końca wiadomo, do kogo ma trafić – do fanów Darzamat niekoniecznie, a miłośnicy muzyki lekkiej, łatwej i dla słuchaczy metalu nieprzyjemnej mogą nie dać jej szansy. Tytuł Disappointed oddaje moje odczucia względem utworu, podobnie jest ze Scar. Następny na płycie Some Air poprawia wrażenie, choć do ideału daleko. Elektronika w Dormant jest moim zdaniem niepotrzebna. Album kończy wyciszający Someone.

Płyta Foresting Wounds nie jest zła sama w sobie, ale w kontekście twórczości Darzamat trochę rozczarowuje. Fanom powyższej kapeli dzieła Nery nie polecam, jest to raczej krążek, który z powodzeniem można by sprezentować… dziesięcioletniej kuzynce. Może kiedyś z ciekawości sięgnie po twórczość macierzystego zespołu wokalistki.

 

Koncerty Prasa