
Jakiś czas temu wyraziłem swoją opinię na temat black metalu recenzując Blaze Of Perdition. Była tam mowa, że lubię nieszablonowe podejście do czarciej materii. Nie mam nic przeciwko „grim” „darkness” i „frostbitten” w wydaniu klasycznym tak jak to czynili Darkthrone, Satyricon czy Gorgoroth na pierwszych albumach. Lubię sobie posłuchać takiej czarciej łupanki ale każda z tych kapel ma swój własny rozpoznawalny styl tego nic im nie odbierze.
Hellsaw jest całkiem do rzeczy- brzmienie jest dobre a i kompozycje starają się urozmaicać. Zacięcie awangardowe jest, szukanie swojego stylu także (ciekawa bardzo spokojna i melodyjna końcówka „Doom Pervades Nightmares”). Czuć że chcieli by nagrać swoje własne „Rom 5:12” lub „Lawless Darkness” (odpowiednio Marduk i Watain). Ale to jeszcze nie ten czas i nie ten album choć „Trist” będzie wyznaczać z pewnością kierunek w którym podążą na kolejnych wydawnictwach. Czasem też słychać że chcieli by się lokować w okolicach Emperora, ściągają też momentami od Bathory ale już z tego epickiego okresu. I tak często bardzo ładne melodie kolidują z balstową łupaniną czego efektem jest szybko ulatujący z głowy chaos. Dobrze że panowie mierzą w podniosłość (ale nie sztampowość), że kombinują (ciekawy, wciągający „Beldam.1450”) pojawiają się też chóry, melodeklamacje. Szoku jednak słuchacz dozna słuchając początku ostatniego „Silence”. Brzmi bardzo skocznie zupełnie nie blackowo, cały utwór zresztą jest podlany piekielnym ogniem rock n rolla, potem mamy wręcz balladowe wyciszenie i doładowanie w końcówce gdzie bardzo porządnie pracuje bas. Więcej kawałków w takim stylu i osiągniecie pozycję o której marzycie panowie. Czegoś mi tu jeszcze ewidentnie brak na pełną czwóreczkę ale za ostatni wałek samej trójki nie postawię. Niezłe piekiełko wysmażyli więc i ocena niezła. Se you in hell boys!
| « poprzednia | następna » |
|---|





























