
Lubię sobie posłuchać My Dying Bride, lubię i stare i nowe Paradise Lost, Type O Negative cenię zarówno ze te humorystycznie jak i najbardziej zdołowane utwory. The 11th Hour gra bardzo stylowy doom/death metal.
Już pierwszy kawałek mnie wciągnął. Świetny temat i bardzo dobry wokal zarówno czysty co i growlujący. I mimo że „We All Die Alone” nie pozostawia cienia nadziei na lepsze jutro słucha się go z przyjemnością. Drugi wałek „Rain On Me” równie potężny co opener z przyczajonymi klawiszami, brzmi to majestatycznie i co ważne nie nudzi mimo że tempo utworu jest baaaardzo wolne (jak na doom przystało). Dobre jest to, że jak na taką z założenia monotonną muzykę growl nie dominuje i muzyka oddycha i wybrzmiewa jak należy. Wszystko bardzo dobrze brzmi i za pomocą klasycznych środków (plus klawisze) muzycy uzyskują esencję tej cmentarnie smutnej muzyki. Jest tu trochę Opethowania z czasów „Morningrise”, czysty wokal odsyła mnie jednak do czasów bliższych Candlemass. Zacne porównania czyż nie?
Oczywiście nie wszyscy łykną album ze statycznymi czasem i ośmiominutowymi utworami. No i można wpaść w depresję jeśli na co dzień nie słucha się takich zespołów. I gdzieś tak w połowie można się poczuć zbyt przytłoczonym i sama przyjemność słuchania uchodzi miejscu zastanawianiu się dlaczego w naszym jestestwie jest „Nothing But Pain” i że na końcu to jedyne co możemy powiedzieć to „Bury Me”. Ale ogólnie rzecz ujmując album jest porządny i dla ponuraków w sam raz. Polecam wszystkim fanom dołowania się w te zimowe mroźne wieczory
| « poprzednia | następna » |
|---|





























