
![]()
Nazwa zespołu i tytuł albumu są w stanie powiedzieć czasem wszystko o stylu, przekonaniach a czasem i samym brzmieniu kapeli. Primal to chłopaki z naszego podwórka, którzy grają siarczysty black metal. Mam to szczęście, że przychodzi mi recenzować kapele które stawiają nie tylko na łupaninę ale i na klimat.
Tu mamy poza krucjatą blastów i wiercących w głowie riffów także przestrzenne i dość klarowne brzmienie instrumentów. Wokal natomiast jest bardzo bardzo jadowity pasujący do konwencji. W takim „Wrath Of The God” jest całkiem zgrabna solówka więc panowie całkowicie melodii nie zarżnęli. W „Deathzone” też mamy szalejącą gitarę, lubią się zapuścić w takie długie acz nie kujące ucha pasaże. W świecie muzyki w której wszystko zostało już powiedziane (względnie wygrowlowane) patent na swoją czarcią sztukę mają panowie bardzo udany.
Jak na debiut- podejście dojrzałe, z 666% udziałem Szatana. Są diabelskie przepowiednie w krótkim „The Prophecy” jest krótkie i mroczne „Intro” przed „Book Of Revelation”. Panowie postanowili zaryzykować i wybrali ścieżkę długich budowanych w zaawansowany sposób kompozycji, zamykający album „Son Of Morning” trwa dziewięć (!) minut. Album zamykają czyste dźwięki gitary które pozwalają na spokojnie zastanowić się z czym się obcowało. Dla mnie była to ciekawa i nienudna podróż. Fanom ekstremy polecam, szkoda by przeoczyć tak zdolnych Adeptów Ciemności.
| « poprzednia | następna » |
|---|





























