

Na rockowo i po polsku. Tak się złożyło że zespół Grans na wydanie debiutu czekał czternaście (!!!) lat i kiedy już do tego doszło to dostajemy podwójny album który jest zbiorem powstających przez lata a w końcu profesjonalnie zarejestrowanych kompozycji. Próbując dokopać się do informacji o kapeli natrafiłem na informacje o występie na Jarocinie a także występami przed T. Love, Perfectem czy Raz, Dwa, Trzy.
Tak się zastanawiam dla jakiej grupy odbiorców mogłaby być ich muzyka. Nie mają jakiegoś bardzo wybijającego się brzmienia, kombinowania w kompozycjach też nie wyczuwam, wokalista mi w pamięci specjalnie nie zapada. W dobie popularności Comy czy Riverside a z drugiej strony niepodzielnych rządów Myslovitz i Heya nawet z tak pokaźnym arsenałem szesnastu piosenek ich debiut wydaje się mocno spóźniony i ma za mało emocji. Gdyby tworzyli w czasach boomu na takie hity jak „Jedwab” Róż Europy czy „Magicznych słów” Ziyo może i mogliby wysmażyć jakiś swój własny nieśmiertelny kawałek.
Ale szacunek, że wciąż im się chce i zapewne i w tych czasach znajdzie się grupka fanów ich twórczości. Także zakładam iż lokalną popularność mają w kieszeni. Tak słucham i słucham i tylko kawałek „Spadam” mi się kojarzy i to wyłącznie przez tytuł. A tak to leci sobie jeden kawałek po drugim i nie mam potem ochoty do nich wracać. I męczy mnie to, że niektóre kawałki trwają po sześć minut ( nie najgorsze acz przydługie „Meseya”, „Świstaszki”, „Hawaje”). Nie wywołują te kawałki emocji które by mogły gdyby je dociążyć, balladowe momenty to raczej smęcenie niż kreowanie atmosfery. Za mało pałeru panowie, rocka gracie w końcu!
Mam nadzieję, że panowie z zespołu dotrą do mojej recenzji i ją przeczytają. Bo amatorsko to już nie grają i tylko przydałoby się pomyśleć o graniu bardziej na czasie. Słuchając tekstów kojarzy mi się też IRA a więc może do fanów tej kapeli ich twórczość by trafiła? Ech, panowie oklepane to wszystko ale plus, że w ojczystym językiem choć nad lirykami też przydałoby się popracować. I brzmienie perkusji poprawić by się przydało. Bo praca gitary jest nie licha i solówkę potrafi wyciąć fajną („Zboczeniec”). Uch, ciężko mi to ocenić bo ani totalnej klęski tu nie ma ani artystycznej wyżyny. Może gdyby jednak nie ładować takiej potężnej dawki muzyki na sam początek oficjalnej kariery fonograficznej (bo wiem, że koncertowo to się nie obijali) byłoby lepiej. A tak to ocena równo w połowie skali. Niestety.
| « poprzednia | następna » |
|---|





























